Wstajemy rano, szybki rzut okiem przez okno – wulkan cały czerwony od wschodzącego słońca, na niebie ani jednej chmurki. W końcu – wygląda na to że w końcu piątego dnia nam się uda. Jemy śniadanie, pakujemy wałówkę i lecimy do agencji, bierzemy sprzęt i ubieramy się. Coś tu jednak nie gra – nikt inny się nie ubiera …. przysłuchujemy się chwilę …. i nie wierzymy własnym uszom – nie idziemy – wieje!!!

Razem z Kasią chcemy iść, jeden koleś z Rumuni też – w końcu co to za problem? W górach jak to w górach – wieje …

Niestety przewodnicy nie chcą iść, reszta turystów też wymiękła i znowu zostajemy na lodzie – a właściwie nie na lodzie, bo lód jest na wulkanie na który wejść chyba nie jest nam dane :( Dajemy sobie ostatnią szansę – jutro – dziś pożyczamy rowerki i jedziemy oglądać okolicę … wodospady, wulkany, jest też trochę swojskich-prawie polskich klimatów (gdyby nie te wulkany dookoła)

Po powrocie spotykamy sąsiadów – byli, weszli, wiało może przez pierwszą godzinę a potem był cudowny dzień. rrrrrrrrrrrr. No nic, mamy nadzieję że jutro się uda.

chile, around pucon chile, around pucon

This entry was posted on Sunday, November 30th, 2008 at 9:11 pm and is filed under south america. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Add a comment

Comments are moderated and there might be a delay before they appear.