Kolejny wulkan, ale tak to juz w tym poludniowym Chile jest. Tym razem (juz) nieaktywny. Aktywny byl, ale jakies paredziesiat lat temu. Wrecz nadaktywny, takie ADHD prawie. Pewnego dnia postanowil odstrzelic swój czubek i zalać kilkaset hektarów lasu morzem lawy. Po takiej akcji troche przysiadl z wrazenia i utracil typowo wulkaniczna sylwetke – wyglada troche jak poloniny w Bieszczadach … no prawie, gdyby nie cala reszta wulkanów na horyzoncie i widok z samego szczytu w glab krateru.

Kolejne magiczne miejsce w Chile. Razem z nami jest tylko pare osób, prazy slonce i bierzemy super orzezwiajace kapiele w strumyku wyplywajacym prosto z zalegajacego na zboczach wulkanu sniegu. To po poludniu. Rano woda zamarza i strumyk zupelnie przestaje plynac, wody nie wystarcza nawet na umycie zebów.

A tu na koniec mala zagadka: Czy/gdzie na zdjeciu jest fotograf?

chile, parque nacional puyehue

I jeszcze troche mgieł, wulkanów i innych atrakcji …

chile, parque nacional puyehue chile, parque nacional puyehue chile, parque nacional puyehue chile, parque nacional puyehue

This entry was posted on Thursday, December 4th, 2008 at 4:30 pm and is filed under south america. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Add a comment

Comments are moderated and there might be a delay before they appear.