Przyszła wiosna, dni są coraz dłuższe więc zacząłem eksplorować dalsze i bliższe okolice. Nad morze mamy od domu jakieś 10 minut rowerem, ale nie jest to typowo australijskie wybrzeże.

Plaż jest mało, palmy też nie rosną, tak naprawdę to nie ma nic ciekawego – trochę bagien, tu i tam jakieś łachy piasku porośnięte suchymi nadmorskimi krzakami – ale tak naprawdę to ta “nicość” jest najlepsza – naprawdę można zapomnieć że jesteśmy w środku czteromilionowego miasta.

sea sea sea sea sea sea sea

This entry was posted on Friday, November 12th, 2010 at 12:29 pm and is filed under my australia. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. You can leave a response, or trackback from your own site.

Add a comment

Comments are moderated and there might be a delay before they appear.