Jak pisalem w poprzedni poscie, przy blokadzie spotkalismy grupe Rosjan. Ale nie takich “poroznikow” jak my, tylko wycieczke turystow ubranych w firmowe ciuchy, z wypasionymi aparatami i w drogich okularach przeciwslonecznych. Widac bylo, ze biedni to oni nie sa. Ale tak na wszelki wypadek, gdyby ktos mial jeszcze jakies watpliwosci, jeden z Rosjan postanowil wszelkie watpliwosci rozwiac:

peru,

Splyw udal sie znakomicie, zdjecia beda pozniej bo akurat nie mam przy sobie plytki ze zdjeciami …

Po splywie zaczely sie lekkie klopoty … okazalo sie ze strajki i blokady w okolicach Cusco ciagle trwaja i nasz wyjazd w kierunku Boliwii stanal pod znakiem zapytania. Opcje byly wlasciwiwie dwie: drogi samolot albo szesnastogodzinna wyrypa polnymi drogami do Puno … oczywiscie zwyciezyla opcja harcorowo-budzetowa.

Poczatki byly mile, podjechal nowiutki mercedes, wyjazd z Cusco i pierwsze 2 godziny drogi tez nie zapowiadaly pozniejszych problemow.

Niestety pozniej bylo troche gorzej. Skrecilismy z glownej drogi, przejechalismy maly mostek a tu pelno ludzi i droga pelna malych i duzych kamieni … czyli blokada … czyli stoimy. Na szczescie ludzie byli mili, choc nie bardzo wiedzieli dlaczego protestuja i o co w tym strajku tak naprawde chodzi. Spotkani Rosjanie zaczeli im tlumaczyc podstawowe zasady rewolucji (w koncu maja w tym wprawe ;), ale blokada jak trwala tak trwala …

peru,

peru,

peru,

peru,

Na dodatek, zadowolony z nie wiadomo czego tlum wpadl na genialny pomysl zeby podpalic most! Czyli do Cusco nie bylo juz powrotu, co bylo szczesciem w nieszczesciu bo bardzo nie chcielismy tam wracac …

peru,

peru,

peru,

Utknelismy w tym miejscu na 6 godzin, wiec z nudow postanowilsmy sobie pstryknac pamiatkowe zdjecie … trzeba bylo jakos wykorzystac ta przymusowa “atrakcje”.

peru,

W koncu udalo sie osiagnac kompromis i ruszylismy dalej. Ale nieduzo dalej. Pare kilometrow dalej byla kolejna blokada, tym razem juz troche wieksza, gdzie kamienie zastapily prawdziwe glazy a protestujacy byli nastawieni bardzo nieprzyjaznie. Czekalismy wiec spokojnie w autobusie. Po godzinie ktos powiedzial ze rzad dogadal sie z protestujacymi, pasazerom samochodow, autobusow i ciezarowek (nazbieralo sie ich z dwoch stron z 50) udalo sie uprzatnac blokade i w koncu, ruszylismy w droge i szczesliwie dojechalismy do Puno.

A z tamtad juz tylko rzut beretem (jakies 6 godzin) do La Paz, skad wlasnie pisze :)

Pakujemy się w pośpiechu, jutro rafting. Prawie wszystko zostaje w hotelu, bierzemy tylko śpiwory i jakieś lekkie ciuchy – mamy troche wątpliwości co wziąć – tu w Cusco jest chłodno i pada, ale kanion rzeki Apurimac podobno leży prawie w tropikach i nic ciepłego nie jest potrzebne.

Jest 10ta w nocy – ktoś puka do naszego pokoju i mówi że jest do nas telefon. Telefon? Ostatni raz ktoś do nas dzwonił chyba z dwa miesiące temu, jeszcze w Polsce. Kasia leci na dół i wraca po chwili ze skwaszoną miną – nie jedziemy!!! Wyjazd przełożony o jeden dzień, ludzie z którymi mieliśmy jechać się połamali na motorach czy coś, sami nie wiemy czy to prawda czy znowu jakaś ściema, do dupy, już nam się nie chce w tym Cusco siedzieć, a tu kolejny dzień.

Rano idziemy do mayuca, przepraszają nas bardzo, “shit happens” mówią, my “no hay problemas”, no bo co nam zostało? Trochę nam się humory poprawiają, w zamian dostajemy sporą zniżkę i dodatkowo udaje nam się jeszcze troche wycyganić, całość wychodzi bardzo tanio, jakieś USD130 za trzy dni full wypas raftingu.

I znowu pakowanie, tym razem już nikt nie dzwoni i grzecznie idziemy spać. Rano pobudka i meldujemy się w Mayucu na Plaza de Armas. A razem z nami jedna Austryjaczka Barbara i 19 Żydów (ci co podróżowali wiedzą o czym mówię). Przed nami 4h przewalonej drogi, klasy V ;) , co najmniej jak te bystrza na Apurimacu.

W końcu docieramy na miejsce, znosimy cały majdan nad rzekę, krótki briefing i płyniemy – dziś łatwizna, klasa II i III – czyli trening i rozgrzewka, przewracanie pontonu i inne zabawy. Po kilku godzinach docieramy na miejsce, troche kropi ale jest ciepło, faktycznie prawie tropikalnie i deszcz nikomy nie przeszkadza. Śpimy na małej plaży, jest cudownie.

Rano gimnastyka, śniadnie, pakujemy się i odpływamy, dziś długi dzień, chyba 6 czy 7h na wodzie i prawdopodobnie najpiękniejszy fragment kanionu, rzeka do IV+. Udaje się nam z Kasia usiąść na samym przodzie! Bedzie jazda i dużo wody. Na lancz dopływamy zmordowani, jedzenie smakuje jak z pięciogwiazdkowej restauracji. I znowu za wiosła, płyniemy, serfujemy, przewracamy ponton, utykamy na skałach. I znowu wieczór, plaża, ognisko, a dookoła nie ma żywej duszy … magia …

Kolejny dzień za wiosłem …. a potem już niestety powrót do zimnego Cusco.

peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac peru, rio apurimac

No i maćku pićku zostalo zdobyte, chociaz o zdobywaniu nie bardzo moze byc mowy bo wszedzie sa autobusy, tlumy turystow i ogolnie komercha na sto dwa.

Bilety na pociag trzeba rezerwowac z duzym wyprzedzeniem, a ze to nie w naszym stylu (i przy aktualnych kursach walut nie na nasza kieszen), wiec postanowilismy wybrac sie trasa opisana jako piekna i bardzo przygodowa lokalnymi autobusami przez wioski Santa Teresa i Santa Maria.
Trasa ta byla moze troche awanturnicza pare lat temu, kiedy trzeba bylo przeprawiac sie przez rzeke Urubambe na wozku zawieszonym na linie napedzanym sila miesni, ale teraz, jak wszystkie inne miejsca odwiedzane przez turystow, ucywilizowala sie. Z przygod ktore nas spotkaly mozna by wymienic tylko orzniecie na 5 soli przez obsluge autobusu i pogryzienie przez wyjatkowo upierdliwe (dalej mnie swedzi) choz niegrozne muszki (tzw sandflies). Trasa byla jednak przepiekna, prowadzila wysokimi przeleczami i stromymi urwiskami.

peru, machu picchu

A samo Machu Pichu? Miejsce naprawde nieziemskie, szczegolnie polozenie wsrod pionowych, obrosnietych lasem deszczowym szczytow i wiecznie snujacych sie mgiel …

peru, machu picchuperu, machu picchuperu, machu picchuperu, machu picchuperu, machu picchuperu, machu picchuperu, machu picchuperu, machu picchu peru, machu picchu

Ale co bede pisal, kon jaki jest kazdy widzi a kazdy widzial przeciez Machu Picchu, chocby na zdjeciu czy kanale Discovery. Nas na Discovery nie bylo, za to tutaj tak …

peru, machu picchu peru, machu picchu peru, machu picchu
Gdzieś w bocznym korytarzu znaleźliśmy viscache:

peru, machu picchu

W drodze do Cusco zatrzymalismy sie w miejscowosci Ollantaytambo, ktora bardzo spodobala sie nam w drodze na Machu Picchu. To taka fajna mala wiocha, z zachowanymi inkaskimi uliczkami i murami. I fajne panie tam mieszkają ;)

peru, ollantaytambo peru, ollantaytambo peru, ollantaytambo

Teraz jestesmy z powrotem w Cusco, leje deszcz wiec troche stukamy i zalatwiamy zalegle sprawki, wysylamy kartki, ja poszedlem do fryzjera bo juz strasznie zaroslem (Kasia tez chciala ale nie ma zaufania do miejscowych fryzjerow i poczeka na bardziej cywilizowana Argentyne czy tez Chile)

Jutro ruszamy na 3-dniowy splyw na rzece Apurimac, mamy nadzieje ze troche sie przejasni bo jak nie to bedzie bardzo bardzo mokro …