El Bolson od razu przypada nam do gustu. Całe “miasteczko” można przejść w 10 minut, sporo ludzie piknikuje w samym centrum, na dodatek trafiliśmy na letni festiwal jazzowy. Dodatkowo camping nad rzeką, położony pod urwiskami Cerro Piltiquitron, steki na ognisku, lokalne niepasteryzowane piwko i pyszne czerwone wino – żyć nie umierać.

Wybraliśmy się również na, jak go nazwaliśmy, “niebieski” trek. Dlaczego niebieski? Po prostu: po drodze odwiedziliśmy kilka niebieskich miejsc :) Pierwszy dzień to kilometrowa wspinaczka z Rio Azul (Niebieskiej Rzeki) do schroniska (refugio) Hielo Azul (Niebieski Lód), położonej w pięknej lodowcowej dolinie pod szczytem i lodowcem Hielo Azul. Potem poprzez Lago (jezioro) Natacion zejście z górki na pazurki do potężnego Cajon de Azul (Niebieski Kanion), który w najwęższym miejscu ma nie więcej niż metr, a pod stopami szaleje rzeka nad którą zaczeliśmy wędrówkę – Rio de Azul.

Było to jedno z najbardziej klimatycznych miejsc które odwiedziliśmy w Argentynie. Wprawdzie w porównaniu z bardziej znanymi, kultowymi miejscami w Patagonii nie było tu aż tak spektakularnie, ale ogólny klimat był zupełnie niepowtarzalny. Coś jak Tatry i Bieszczady. Niby Tatry są piękniejsze, ale w Bieszczadach jest fajniej.

Na dodatek coś tam jest nie tak z fizyką:

argentina, el bolson

I witają Cię w twoim własnym języku, przynajmniej są na to spore szanse:

argentina, el bolson argentina, el bolson

El Bolson opuszczaliśmy z żalem.

PS

A jak by ktoś się wybierał to tu są mapki:

argentina, el bolson argentina, el bolson argentina, el bolson