3:30. Zimno. Ciemno. Dzwoni budzik. Aaaaaaaaaaa. Dlaczego tak wcześnie? Wszystko to po to żeby zobaczyć trochę wydobywającej się z ziemi pary?

Nic to, wstajemy i czekamy a busik się spóźnia … w San Pedro nie jest tak zimno, ale tam będzie na pewno. 4300m n.p.m. i brak słońca zrobi swoje. W końcu przyjechał, wsiadamy, staramy się zagrzać i zasnąć – przed nami 2h godziny drogi do gejzerów El Tatio. Plany planami ale spać się nie da, droga jest jak tarka a z każdym zakrętem robi się roraz zimniej.

Czas płynie powoli, ale w końcu zbliżamy się do celu, skończył się podjazd i wjechaliśmy na bezkresne Altiplano, a po kolejnych kilkunastu minutach jazdy, tuż przed szóstą rano, ujrzeliśmy gejzery.

Ale to nie gejzery zrobiły na nas największe wrażenie, tylko panująca na Altiplano temperatura ;) Po pięciu minutach zgrabiały nam ręce a w moim aparacie odmówił posłuszeństwa autofokus. Było -13 stopni, co nawet dla nas, w miarę przyzwyczajonych do polskich zim, nie było zbyt miłe, a co mogli powiedzieć dwaj poznani amerykańscy emeryci z Miami którzy marzną jak temperatura spada do 20 stopni?

Przez co namniej godzine kulimy się w sobie i oglądamy gejzery. Nieśmiało zerkamy też na oświetlone góry, oczekując pierwszych promieni słońca. W końcu dociera i do nas. Promienie słońca załamują się w otaczającej nas parze, nie możemy przestać fotografować – wiemy że spektakl ten potrwa tylko parę minut, później coraz cieplejsze słońce rozgrzeje mroźne powietrze i para zniknie …

Koniec. Świeci i robi się coraz cieplej, jemy śniadanko i ruszamy na gorące źródła. Jak się z reguły okazuje, warto jest zapłacić troszkę więcej i pojechać z profesjonalną agencją (cosmo andino). Mamy dla naszej tylko grupy prawdziwie płynące źródełko z gorącą wodą, zamiast wybetonowanego baseniku wypełnionego setką innych turystów. Woda do reszty nas rozgrzewa (mimo że tuż obok nas rosną zamarzniętę trawy) i po godzinie prawdziwego wypasu na źródłach ruszamy w dalszą drogę, po drodze mijając vicunie. Zatrzymujemy się jeszcze na krótkie postoje w małej górskiej wiosce Machuca (pełnej ciekawskich lam i niezbyt nami zainteresowanych miejscowych)oraz w kaktusowej dolinie i około południa zmordowani meldujemy się w San Pedro de Atacama.

W planach były jeszcze rowerki i przejażdżka do doliny śmierci, ale zrobiło się naprawdę gorąco i wybieramy mniej aktywną wyprawę po piwo …

chile, el tatio chile, el tatio chile, el tatio chile, el tatio