maciek | 08/01/2005 w kategorii indie/nepal 2004/05 - od początku

DZIS TYKO MALA PRZYPOWIESC SORKI ZE DUZYMI LITEREAMI ALE JAK WYLACZAMY CAPSLOCKA TO PISZEMY W MALAJALAM – TUTEJSZYM JEZYKU WIEC RACZEJ SLABO.

JAK WSPOMINALISMY JESTESMY W KERALI I WYGLADA NA TO ZE NIE ZA BARDZO MOZNA TU DOSTAC PIWKO
ALE HINDUS POTRAFI (JAK POLAK) I W NIEKTORYCH KNAJPACH KELNER SCISZONYCM GLOSEM INFORMUJE ZE SERWUJA PIWO ALE MOZNA ZAMOWIC TYLKO JEDNO NA RAZ BO TYLE MIESCI SIE DO HERBACIANEGO IMBRYCZKA. TAK ZE PIWKO JEST, ALE Z KUBECZKOW NALEWANE Z CZAJNICZKA.

JEST TEZ SPECIAL TEA ALE NIE PROBOWALISMY ……. BYC MOZE SPRAWDZIMY JUTRO. DZIS W KNAJPIE WSZYSCY PILI HERBATKE ……. JAK W ANGLII O 5TEJ, PORA NIE BYLA ZA BARDZO HERBACIANA ……

PRZEMIESZCZAMY SIE DALEJ W GORY SCHLODZIC SIE BO TU GORACO……….

Jedną z atrakcji Keralii są słodkowodne kanały koło Cochin – system jezior i kanałów położony wśród lasu palm kokosowych. Dla nas, białasów, dodatkowo jest to miejsce gdzie możemy zobaczyć kawałek spokojnego, wiejskiego życia.

Płynie się w tempie dość leniwym, ale nikomu przecież się nie spieszy:

Przepływamy obok małych domostw, których mieszkańcy nie bardzo sobie nami zawracają głowę (w Indiach to prawdziwe błogosławieństwo :):

Na koniec czeka nas pokaz spawnościowy z użyciem maczety i kokosa:

maciek | 06/01/2005 w kategorii indie/nepal 2004/05 - od początku

Po 5dniowym lenistwie trza sie bylo zabrac do roboty ;) i jechac dalej na poludnie (Ci co sa w pracy nie wkurzajcie sie za bardzo z ta robota ;). Przypieczeni sloncem ruszyklismy dalej na poludnie gdzie jest go jeszcze wiecej i jeszcze cieplej ,,,,, zaczyna byc naprawde goraco.
Siedzimy na wyspie w miescie Cochin (Kochi) w Kerali (pewnie prawie nikomu nic to nie mowi wiec atlasy w dlon ….. co ja pisze ….. www.maporama.com … nie te czasy zeby byly na polce atlasy ;):

slide05.jpg

Ogolnie poludnie jest duzo bardziej spokojne, czystsze (ale oczywiscie porownujac z polnocnymi Indiami a nie Polska ;) ludzie nie tak natarczywi, probuja nam rozne rzeczy wcisnac sprzedac itp itd ale nie trzeba sie od nich opedzac …. mowisz nie i jest a nie ida za toba przez kolejne 5 minut i caly czas riksza 10 rupii gud prajs maj friend speszal prajs for ju only 10 rupi maj friend itp itd.

Ja tez odzylem (i Kasia) bo w koncu na poludniu pojawila sie normalna (czytaj ziarnista i czarna) kawa! A nie jak na polnocy jakies popluczyny jak zbozowa za peerlu. Mniam! W tych temperaturach naprawde sie przydaje mala mocna czarna ;)

Ostatnio po raz drugi zrobili sobie z nami zdjecie!!!! My 2 blondasy jestesmy chyba tak samo egzotyczni dla nich jak cale Indie dla nas ;) Smiesznie tak byc pamiatka z wakacji jak jakis mis na Krupowkach czy cos …..

Na dzis to tyle pewnie cos skrobniemy bo jakos nie powonno byc problemu z siecia tutaj.
Jestesmy w koncu coraz blizej hinduskiej „doliny krzemowej” czyli Bangalore.